sie
09
PortuTango 2026, czyli pierwsze turniejowe sukcesy w tym roku!
- 2026-08-09
- 0 Comment(s)
I wtedy ja do niego mówię… „Jaco, a możemy byśmy do Portugalii polecieli?”
Tak narodził się pomysł czerwcowej podróży do Viana do Castelo, które okazało się uroczym
miasteczkiem goszczącym tancerzy tanga argentyńskiego z całej Europy. Ale zanim o
turnieju – kilka słów o mieście 🙂
Viana do Castelo jest położone na północy Portugalii,
nad Oceanem Atlantyckim, u ujścia rzeki Lima. Zachwyca zabytkowym centrum, piękną
architekturą oraz wyjątkową atmosferą, która łączy bogatą historię z nadmorskim
klimatem. Jednym z najbardziej charakterystycznych punktów miasta jest sanktuarium
Santa Luzia, górujące nad okolicą i oferujące panoramiczny widok na wybrzeże. Viana do
Castelo słynie również z pielęgnowania portugalskich tradycji, lokalnej kultury i
gościnności mieszkańców. Malownicze uliczki, szerokie plaże oraz liczne wydarzenia
kulturalne sprawiają, że jest to miejsce chętnie odwiedzane przez turystów z całego
świata. I my również postanowiliśmy tam przybyć!
Portutango to turniej z cyklu Metropolitango. Poza Mistrzostwami Europy, był to nasz
pierwszy turniej z tego cyklu i musimy przyznać – podobało nam się! Świetne warunki na
miejscu, duży parkiet, miejsce na rozgrzewkę(!) i duże szatnie – czy tancerzom potrzeba
czegoś więcej? No może jeszcze przyjemnej pogody, ale ta również w Portugalii była 🙂
Był to dla nas ważny turniej z kilku powodów:
1. Debiutowaliśmy z naszą nową choreografią! Nie było idealnie, ale nasz występ został
doceniony przez sędziów – 2 i 3 miejsce w kategorii tango escenario – sounds gooood 🙂
2. Debiutowaliśmy w kategorii tango vals! I tutaj śmieszna historia – nigdy wcześniej nie
zatańczyliśmy trzech utworów valsa z rzędu 😀 Mimo to, do finału w tej kategorii zabrakło
niewiele.
3. Po raz pierwszy na zagranicznym turnieju mieliśmy swoich kibiców, którzy nie byli
uczestnikami turnieju! Dziękujemy naszej kochanej Aleksandrze za wsparcie 🙂
Z Portugalii wróciliśmy zadowoleni z naszych występów, najedzeni tamtejszymi owocami
morza i opici Porto… Za rok raczej tam wrócimy!


